piątek, 22 października 2010

NO PROFITS


Intro

Narodziny orkiestry przypadają na "złoty okres"  w muzycznej historii Zambrowa. Jest rok 1992. Miejski Dom Kultury ma swoją starą siedzibę przy Aleji Wojska Polskiego 37 C. Wydawać by się mogło, iż usytuowany w centralnej cześci koszarowego osiedla MDK od dawna stanowi wymarzone miejsce do prób dla kapel. Niestety guzik prawda. Tzw "linia programowa" pielęgnowana w nim przez lata oznacza w praktyce brak zgody na tego typu aktywność. Sporadycznie udaje się to jedynie nielicznym, a i to głównie dzięki fortelom lub prywatnym znajomościom. Po odejściu długoletniej dyrektor w osobie Pani Szumowskiej MDK miotany jest ciągłymi zmianami na szczeblu dowódczym. Na początku lat 90. kolejni włodarze zmieniają się jak przysłowiowe rękawiczki. Brak pomysłów na kierowanie  placówką (akademie ku czci i dyskoteki przestają wystarczać) na zewnątrz zaczyna być aż nadto  widoczny. W tym ogólnym chaosie swoją szansę dostrzega spora grupa ludzi z pobliskich bloków. Ich zespoły próbują  w piwnicach. Postanawiają zaryzykować jeszcze raz. W tym momencie dyrektorem placówki jest człowiek z Łomży Pan Trzaska - delegacja dostaje zgodę. Embargo zostaje zniesione. Dom kultury wpuszcza całe  towarzystwo pod swój dach. Nastaje wspaniały rwetes. W cywilizowanych warunkach jak grzyby po deszczu rodzą się kolejne zespoły. Wiele z nich właśnie wtedy ma swoje 5 minut. Jendym z takich bandów jest ultra wesoły NO PROFITS.

Korzenie

Zespół powstał w oparciu o ludzi z kilku miejscowych kapel: DYLIŻANS (Leszek Alejnikow), LIDEX BAND (Dawid Krajewski i Mariusz Radomski)   oraz  KOZIOŁEK MATOŁEK, LIDEX BAND  (Jacek Sikorski). Zadziałali według prostego schamtu: 1. poczuli zew;  2. skrzyknęli się; 3. zaczęli grać dobrze się przy tym bawiąc.

"Początek lat 90. był w moim życiu najpiękniejszym czasem, z biegiem lat wspominam ten okres z delikatną łezką w oku. Były to chwile, kiedy człowiek jeszcze nie wie co chce w życiu robić, ale jest na tyle świadomy swoich wyborów, że z pewnością może powiedzieć, czego w życiu robić nie chce." (Dawid Krajewski) 

"Lata 90. przyniosły pozytywne zmiany w naszym kraju np. upadek komunizmu i narodziny zespołu NO PROFITS :):)...Moje pierwsze zetknięcie z instrumentem to było jak się potknąłem o gitarę basową "Koguta". Miałem z tego powodu nieprzyjemności ... a potem to już poleciało" (Mariusz Radomski)

Możliwość gry w MDK lotem błyskawicy rozniosła się po całym mieście. Wokół kapel, które wreszcie dostały szanse na rozwinięcie skrzydeł pojawiła się spora grupa fantastycznych ludzi. To była niezwykła banda wesołych  i  pełnych szalonych pomysłów zawodników. Tworzyli ją m.in.:  "Lord", "Hasan", "Mydlarz", Karolek, "Majonez", "Dżodżo", Danek, "Kicek", "Kozłoś", "Sijo", "Jędras", Paweł i Daniel Leśniewscy "Sznyle","Topór", "Marcyś", "Sznurek", Tomek Antecki, "Diabeł", Robert i Mariusz Pudłowscy , "Klapek", "Żuraś", "Worek", "Lipek", "Pleban", Beata Konopka, Ilona i Agieszka Jankowskie, "Bozia", Magda Baranowska, Andrzej Łuniewski, "Tyszoł", "Tyśka", Monika Murawska, "Pełek" i wielu innych.

"W owym czasie grono przyjaciół: nasza punkowo - metalowo - rasta - harcerska... (a był jeszcze jeden raper: Bugs) grupka  liczyła jak na oko szacuję około 40 osób i całe to towarzystwo starało się ze sobą mocno integrować, przez wspólne imprezki. Wtedy nie kierowaliśmy się ocenianiem i dzieleniem na grupki i podgrupki." (D.Krajewski)


Mariusz tuż przed erą NO PROFITS. Foto: Beata Konopka

Podziały zacierały się także na płaszczyźnie zespołów. Wiele z nich miało w swym gronie osoby grające w co najmniej dwu projektach na raz. Niektóre powstawały na czas krótki by zniknąć z firmanentu już po chwili,  innym udawało się przetrwać dłużej. Było miejsce, był klimat, była wielka ochota na granie. Nic dziwnego, iż szybko pojawiły się postacie pozytywnie elektryzujące  otoczenie. Kimś takim był "Lidek" - Eligiusz Pogorzelski. To u jego boku wraz z Pawłem Szepietowskim "terminowało" trzech późniejszych członków NO PROFITS.

"Bardzo wcześnie zacząłem próbować swoich sił z różnymi składami. Na początku był LIDEX BAND* - twór o tyle psychodeliczny, co krótkotrwały. Ja Mariusz, Paweł i Lidek: wszyscy trzej nie umiejący grać na niczym postanowiliśmy zacząć grać...i oczywiście wychodziły z tego rzeczy raczej ...że tak powiem niepokojące." (Dawid Krajewski)

"Pamiętam przypadkiem znalazłem się na próbie ,,LIDEX BAND" jescze wtedy nie wiedzieliśmy, że będziemy się tak nazywać Lidek dał mi gitarę basową w rękę i powiedział: "graj, tu przyciskasz tutaj szarpiesz i gra muzyka" (Mariusz Radomski)

"Niestety zespół (LDEX BAND) tak samo jak powstał, tak w tragicznych okolicznościach umarł i nie jest to przenośnia. Rozpadł się po śmierci Eligiusza - najbardziej pozytywnie zakręconego świra jakiego znałem w życiu. Powstała po nim pustka, wydawała się być niemożliwa do wypełnienia. On był motorem napędowym wszystkich niedorzeczności jakie tworzyliśmy i które dawały nam poczucie bycia kimś lepszym niż byliśmy. R.I.P. Lidek - ja Ciebie chłopie nie zapomnę nigdy !" (D.Krajewski)




Eligiusz "Lidek" Pogorzelski. MOK Zambrów, październik 1992.
Foto. Beta Konopka

Zabawa Ska-kanką


"Po rozpadzie LIDEX BAND przez jakiś czas próbowaliśmy z Marianem założyć zespół. W tym czasie bardzo chcieliśmy coś robić. Pomagaliśmy przy organizowaniu koncertów, szewndaliśmy się bez celu po ulicach i popijaliśmy co się dało na trawnikach lub w barze u "Rekina". Dominowało poczucie, że trzeba coś zdziałać. W tym czasie w Zambrowie grał DYLIŻANS, FUNDUSZ BEZROBOCIA, KOZIOŁEK MATOŁEK i ZXRX. Każdy z tych zespołów prezentował swoją stylistyką inny "nurt". My chcieliśmy zrobić coś zupełnie innego i niepodobnego do tego co się wtedy działo na zambrowskiej scenie. Nie mieliśmy poczucia misji. Nie chcieliśmy zbawiać świata i wykrzykiwać głośno swojego buntu. Nie znaczy to, że obojętne nam były punkowe trendy. Każdy z nas przesiąknięty był punk rockiem i żył nim na co dzień. Uznaliśmy, że na scenie jest mnóstwo lepszych od nas zespołów, które potrafią robić to pod każdym względem lepiej. My chcieliśmy się dobrze bawić, spędzać ze sobą czas i może przy okazji zostać gwiazdami :). Tylko jak tu zostać gwiazdą na niezależnej scenie punkowej, kiedy się słabo gra na instrumentach i ma raczej mało zaangażowane teksty." (D.Krajewski)

"Jak ustaliliśmy tak zrobiliśmy. O dziwo kierowniczka MDK dała nam salkę na próby i pozwoliła korzystać z instrumentów (w momencie kiedy zaczynał NO PROFITS nie było już Pana Trzaski przyp. j.Ap). Pierwsze 2 próby graliśmy we trzech, nie mieliśmy jeszcze wtedy perkusisty. Jedynym jakiego znaliśmy był Sikor, ale on – twardy metalowiec krótko oświadczył, że takie pitupitu mu nie podchodzi, poza tym gra w Koziołku Matołku i to mu wystarczy. My jednak byliśmy na tyle upierdliwi, że w końcu zgodził się przyjść i postukać w gary – dla świętego spokoju. Jak już przyszedł, tak też został, bo chłopak wesoły był i swawolę cenił ponad wszystko, a tego ci u nas nie brakowało." (D.Krajewski)  

 

Swawolny Jacek "Sikor" Sikorski (NO PROFITS )
 w radosnym pląsie z Pawłem Szepietowskim (m.in. LIDEX BAND)
Foto: Beata Konopka

Za moment zainteresowania swoją osobą łowców talentów z NO PROFITS Jacek Sikorski wskazuje jednak czas ciut wcześniejszy.

"Już w Lidex Band pogrywałem :) nawet na składankach Łomża-Zambrów jeden kawałek w bębny walił Dawid a kolejny to już moje wypociny :)(Mowa o utworach "Oblicza" i "Wyścig pokoju" przyp. j.Ap). W tym czasie Dawid zaczynał grać na pianinie więc w konsekwencji w NO PROFITS obstawił klawisze. Dążyliśmy do  jakiejś odmiany...ba nawet kilka razy probowaliśmy zgrać się na próbach z harmonijką ustną, na której grał najmłodszy Alejnikow: "Lejo" (Mariusz Alejnikow przyp. j.Ap). Na pocztąku chcieliśmy zebrać jak największą kupę ludzi w końcu wszyscy nasi znajomi to "artyści" jakich mało. Miało to wyglądać jak TOKYO SKA PARADISE ORCHESTRA albo NO SPORTS." (Jacek "Sikor" Sikorski)

"W różnych okresach grali z nami również Lilka na skrzypcach oraz "Bazyl" na kongach. Bardzo chcieliśmy też kogoś na trąbkę czy coś podobnego ale nigdy do tego nie doszło z braku ludzi mogących obsłużyć takowy instrument" (L. Alejnikow)

"Nigdy nie byliśmy jakimś fanatykami instrumentów, nie kochaliśmy się w wzamcniaczach, nie uprawialiśmy sprzętowego fetyszyzmu. Byliśmy w miarę zestrojeni, w miarę sprawni technicznie i to nam wystarczało. Sam akt twórczy sprawiał nam tyle radości, że nie było miejsca na nic innego". (L. Alejnikow)

" Początkowo mieliśmy kilka pomysłów na nazwę np: KILO DWADZIEŚCIA PIĘĆ, TAM GDZIE ROSNĄ POZIOMKI, ZESTAW NOŻY i w końcu NO PROFITS" (D.Krajewski)

"Po jakichś 2 miesiącach mieliśmy zrobione 5-6 kawałków i postanowiliśmy się wypróbować. Ktoś powiedział, że w Ostrowi Mazowieckiej jest jakaś punkowa imprezka i możemy tam zagrać. Oczywiście szybko się poskładaliśmy i ruszyliśmy w trasę. Koncert okazał się totalnym niewypałem. Po przybyciu na miejsce trafiliśmy do parku, gdzie na scenie prezentował się jakiś miejscowy zespół metalowy – kolesie z gitarami za pieniądze o jakich istnieniu my nie mieliśmy pojęcia, ubrani z w najmodniejsze skóry i wyćwiekowane paski z Pewexu, pod sceną tatusiowie z kamerami, wokoło publiczność jak najbardziej przypadkowa. No ale jak się powiedziało „a” to trzeba powiedzieć „b” – więc wdrapaliśmy się na scenę w pełnym przekonaniu, że to jednak nie jest najlepszy pomysł. Niestety nagłośnienie było fatalne, odsłuchy na scenie prawie nie działały (graliśmy patrząc sobie na ręce), a instrumenty brzmiały zupełnie nie tak jak brzmieć powinny. Skutkiem tego wyszło nam jakieś nędznej jakości disco polo, a nie to co miało wyjść, czyli ska-punk. Po koncercie zapakowaliśmy sprzęt do Zastawy "Kusego" (Waldek Dumalewski przyp.j.Ap) i pojechaliśmy do domu. Na szcęście na miejscu czekała na nas skrzynka browaru i znajomi. (D.Krajewski)

Koncert w Ostrowi ...najbardziej utkwił mi w pamięci podpity koleś, który głośniej niż my graliśmy, krzyczał "Zagrajcie qrwa "Schody do nieba". Klimat imprezy to raczej niedzielne popołudnie z dziećmi przy pieczonym na rożnie kuraku. Inicjacja wcale nas nie zniechęciła-wrecz przeciwnie patrząc na doskonały plastik jaki dzielił z nami scenę doszliśmy do wniosku, że jednak granie to ma być niezła zabawa a nie sranie w banie." (Jacek "Sikor" Sikorski)

Rolnik
...w sumie to nie miał tytułu (Dawid)

Urodziłem się gdzieś na wsi,
gdzie, już nawet nie pamiętam,
Ojciec w polu chleb uprawiał,
matka - półanalfabetka.
W życiu nigdy się nie wiodło
i pieniędzy nie starczało.
Zaglądanie do kieliszka
ojcu humor poprawiało

refren: nie było refrenu (Dawid)

Ukończywszy podstawówkę
odnalazłem powołanie.
Jestem przecież patriotą,
w wojsku nic mi się nie stanie.
I już wtedy to wiedziałem,
że najpiękniej choć przez chwilę,
słuchać wrzasków przełożonych
- mundurowym być debilem.

Tekst: Dawid

"W tzw. międzyczasie "Królik"(Darek Pogorzelski) nosił się z zamiarem otwarcia knajpy, a znajomi wszystkich: tj Romek i Grażyna wzieli ślub.Padło hasło "robimy wesele"-jak to u nas, na odzew długo nie trzeba było czekać. Oczywiście problemów z lokalem nie było - sprzęt do grania (?) troche wzięliśmy z MDK-u, trochę swego i tak odbyło się chyba najbardziej punkowe wesele w mieście. NO PROFITS nie odmowił grania, zagrał też DYLIŻANS, jakiś gośc na harmonii i jam sesion wszystkich, którzy grali i wymieniali się na instrumentach. Wesołe czasy." (Jacek "Sikor" Sikorski)

Knajpa "Królika" mieściła się przy ulicy Ogrodowej w budynku po dawnej pijalni piwa znanej pod obiegową nazwą "U byka". Dziś niewiele jest śladów po tym miejscu.



NO PROFITS  live pub przy.ul. Ogrodowej. Impreza z okazji ślubu Grażyny i Romka. 
 Foto. Beta Konopka

To samo miejsce. Styczeń 2011. Foto: j.Ap

"Kilka miesięcy później zagraliśmy pierwszy poważny koncert w Łomży. Tym razem było zupełnie inaczej – ludzie zadowoleni, my też. Niestety Łomża w tym czasie była mocno zaskiniona, skutkiem czego koncert zakończył się totalną uliczną bitwą na kamienie, sztachety i czort wie co jeszcze... ale wygraliśmy." (D.Krajewski)

"Bardzo szybko się okazało, że w Łomży każdy ma coś do powiedzenia. Każdy coś wtrąca, coś śpiewa. Pamiętam, że mieliśmy tam dużo ludzi na scenie, wszyscy czuli sie tam dobrze, przynajmniej tak to wyglądało. Każdy krzyczał coś od siebie - był tam taki uporządkowany harmider". (L.Alejnikow)

"Mieliśmy pewien utwór pt, "Święty obraz", w który miał dość skomplikowaną linię basu. Mariusz jako początkujący muzyk nie bardzo sobie z nim radził. Zresztą ja ze wszystkim instrumentami nie potrafiłem tego dobrze zagrać. Maniek nie chciał go przez to grać na koncercie w Łomży. Robocza wersja to: "Ti Dą Ti Dą" Pamiętam szczątki tekstu : ....Przeczytałem ogłoszenie: święty obraz Ci pomoże. Wyślij kupon wypełniony a zapłacisz przy odbiorze. Polityka temat mroczny - inkwizycja nie istniała. Ksiądz zapomniał już o Bogu, wiara się gdzieś zapodziała." L.Alejnikow

Wspomniany koncert odbył się w Osiedlowym Domu Kultury w Łomży 12 października 1995 r. Obok NO PROFITS zagrały KOLOROWE KREDKI (Kolno) + EXHAUSE NOISE (Kolno) oraz zambrowskie ZXRX. Podczas imprezy sprawy kilkakrotnie wymykały się spod kontroli. Na sali nie wiedzieć dlaczego znalazło się kilku miejscowych gałganów. Swoje przywiązanie do Łomży i piastowskiej ojczyzny podkreślali głośno okrzykami "Zig heil!" machając przy tym wymownie rączętami. O ile miejscowym zupełnie to nie przeszkadzało to żarty tego typu nie podeszły ekipie z Kolna i zambrowskim melomanom. Skutkiem  żywiołowej wymiany zdań było: jedno otwarte złamanie ręki, kilka rozbitych głów, akompaniament karetki pogotowia i strach w oczach miejscowego organizatora. Tego wieczoru zjednoczone siły Kolna i Zambrowa zwyciężyły. Incydent ten stał się przyczyną długotrwałej "wymiany myśli" pomiędzy Zambrowem a Łomżą, ale o tym to już przy domowej herbatce ...

Set NO PROFITS doskonale oddający klimat tamtej imprezy do pobrania pod tym linkiem:

Głupia piosenka

Płynie woda w Jabłonce
kwitną kwiaty - świeci słońce.
Idzie wiosna to się wie
Głupia ta piosenka nie ? :)

Tekst: Dawid muzyka NO PROFITS


Końcówa

"Jeszcze przed odejściem "Małego" zagraliśmy secik pożegnalny w zambrowskim MDK-u. Szkoda bo mieliśmy jeszcze mase świetnych pomysłów i sporo materialu, który tworzyliśmy u "Kuciapy" w domu. (...)Cała ta twórczość nie szła zupełnie bez oporów. Leszek pracował w "bawełnie" i miał już dziecko - co odbijało się na częstotliwościach prób z instrumentami. (...) nadganialiśmy więc na domowych spotkaniach grając ustami :) czyli "lala..la..la" i "puku-puku" (J.Sikorski) 

"Zwieńczeniem miał być utwór pt. "Tam gdzie kwitną poziomki" (...zamknij drzwi i załóż buty, choć pokażę Ci to miejsce, gdzie na drzewach rośnie spokój i gdzie zawsze kwitną poziomki") Aż strach pomyśleć co by się działo gdyby Mariusz nie poszedł do wojska. (L. Alejnikow)








NO PROFITS live MDK Zambrów 28.10.1994 r. Foto. Beata Konopka

"Niedługo po tym (...) nasza działalność jakby przygasła. Przynajmniej dla mnie granie w No Profits straciło sens.  Chciałem grać z Mańkiem i nie wiem jaki wirtuoz by go zastąpił – nie zmieniło by to niczego.
W zastępstwie Mariana przyszedł "Balcerek", (Zbyszek Balkiewicz przyp. j.Ap) sympatyczny młody człowiek, dla którego granie w naszym zespole było zajebistą nobilitacją. W tym czasie jakoś tak ludzie zaczęli o nas mówić, nawet raz widziałem jakiegoś gościa z naszywką No Profits.
Zbyszek grał w kapeli do samego końca, którego ja nie pamiętam, bo byłem już prawie nieaktywnym uczestnikiem." (D.Krajewski)

Outro

"Po odejściu Mariusza próbowałem kogoś zachęcić. Wiedziałem, że Zbyszek gra w miarę dobrze na gitarze. Próbowaliśmy jakiś czas razem.  Bardzo chciałem to ciągnąc dalej. Z czasem okazało się, że coś niestety prysło. NO PROFITS to musiała to być dokładnie ta niepowtarzalna czwórka. Ta konstelacja emanowała taką ilością energii, która udzielała się również i mi. Maniek, Sikor i Dawid mieli taki zapał, który wystarczyło jedynie z lekka ukierunkować a wszytsko inne działo się samo". L.Alejnikow

"NO PROROFITS był dla mnie najlepszym zespołem w Zambrowie, no prawie najlepszym :) w tamtym czasie. Ekipa była ZAJEBISTA!" (Mariusz Radomski)

"Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś przyjdzie czas na "drugą młodość" i da sie czadu." (Jacek "Sikor" Sikorski)


Zespół NO PROFITS  przestał istnieć wiosną 1996 roku.

Płyty rekomendowane przez Dawida

1. SO MUCH HATE - Sein Red
2. SO MUCH HATE - Lies
3. SPERMBIRDS - Eating Glass
4. LARD - The Last Temptation Of Reid
5. INSTIGATORS - Never Has Been
6. IGNITE - Our Darkness Days
7. SNUFF - Better Than A Stick In The Eye
8. MISFITS - American Psycho
9. THE EXPLOITED - Beat The Bastards
10. NOMEANSNO - Wrong

Płyty elektryzujące wg. Mariusza

1. G.B.H. - City Baby Attacked By Rats
2. THE PARTISANS - Police Story
3. RAMONES - Mondo Bizarro
4. THE CLASH - London Calling
5. THE CLASH - Cut The Crap
6. THE CLASH - Sandinista
7. DISCHARGE - Never Again
8. ALIEN SEX FIEND - Who's Been Sleeping In My Brain
9. PUBLIC IMAGE LIMITED - Metal Box
10. DR.ALBAN - Hello Africa




* "LIDEX BAND.
info o zespole z wkładki do składanki "Łomża - Zambrów" cz. II

Zespół powstał w styczniu 1993 r. w Zambrowie. Działalność swoją rozpoczął po jakiejś imprezie, na której spotkali się członkowie tej grupy. LIDEX BAND istniał 4 miesiące. Działalność zespołu została zawieszona z powodu śmierci Eligiusza Pogorzelskiego "Lidka", który był osobą o nieograniczonych możliwościach twórczych. LIDEX BAND grał w składzie: Paweł - Perkusja, Dawid - git, Lidek - git, voc. Mały - bas. Nagrania pochodzą z próby - Zambrów 93"


15 LAT PÓŹNEJ  
czyli historii ciąg dalszy 



NO PROFITS a.d. 2011 znów zaczyna knuć :)

I

Po powyższej publikacji lub co pewnie będzie bliżej prawdy już w trakcie jej pisania ekipa NO PROFITS niesiona z jednej strony falą wspomnień o starych czasach z drugiej zaś tą cząstką młodości, która w każdym z nas się tli - postanowiła znów grać. Trzon zespołu pozostał praktycznie ten sam. NO PROFITS a.d. 2011 to. Leszek - git, śpiew, Kasia - śpiew, Albert - bas, David - keyboard, Sikor - drums. Muzyka wychodzi naprawdę zgrabnie i z polotem więc jak sądzę już wkrótce można spodziewać się namacalnych efektów w postaci DEMO. I za taki obrót spraw trzymajmy wszyscy kciuki . j.Ap (maj 2011)

II

No i NO PROFITS już po pierwszym koncercie. Były brawa, była radość, którą zespół żywi się jak dobrą strawą. Z relacji świadków wiem, że było bardzo przyzwoicie. Cieszę się, że w tym naszym grajdołku są jeszcze tacy, którym się chce. Jeśli sprawy będę  się rozwijać dalej w tym rytmie myślę, że na demo nie przyjedzie nam zbyt długo czekać.
Poniżej NO PROFITS Crew 30.07.2011 w Hajnówce. j.Ap (lipiec 2011)  



Foto: z archiwum zespołu


BPN / Poziomki

Jak co dzień znużony odwiedzasz znajomych
Włączasz komputer otwierasz ich strony
Jedni gdzieś za chlebem wyemigrowali,
Innych masz za ścianą ale cie wkur…

Zamknij drzwi i załóż buty,
Chodź pokażę Ci to miejsce,
Gdzie na drzewach rośnie spokój
Gdzie zawsze kwitną poziomki

Mylisz się myśląc "Internet wie wszystko"
Usta bez smaku, dziewczęta bez zapachu
Gapisz się w monitor całymi godzinami,
A życie twe ucieka, ucieka gdzieś bokami

Tekst: Jacek Sikorski, Dawid, Leszek, muzyka NO PROFITS' 2011



NO PRFIST "Poziomki" live Hajnówka 2011.


Do ściągnięcia stąd:
  http://wyslijto.pl/files/download/xpypo7q6f1


!! NOWY KAWAŁEK !!

NO PROFITS "Ti dą"



III

A jednak trochę czasu upłynęło zanim NO PROFITS znów przemówiło. Stało się to całkiem blisko miasta. Koncert odbył się podczas zlotu motocyklowego w Czerwonym Borze w dniu 07.07.2012. Poniżej mała fotorelacja ze zbiorów kapeli. Foto A. Paszkiewicz. j.Ap (lipiec 2012)









Live Czerwony Bór Foto: A. Paszkiewicz


NO PROFITS "Głupia piosenka" Live Czerwony Bór
IV

W lipcu 2012 ekipa zagrała w Warszawie.




oraz w Mońkach








W grudniu 2012 r. NO PROFITS zagrali w Bielsku Podlaskim



live Bielsk Podlaski 08.12.2012 r.


KONTAKT Z ZESPOŁEM:

girl993@interia.pl

http://pl-pl.facebook.com/people/Katarzyna-Alejnikow/100001264506134






niedziela, 10 października 2010

FIDEL CASTRO



Początek lat 80-tych w Polsce to erupcja nowej muzyki. W miastach takich jak Warszawa, Gdańsk, Toruń, Wrocław jak grzyby po deszczu zaczęli pojawiać się ludzie noszący dziwaczne ubrania, fryzury (jak z kosmosu), słuchający nieprzystającej do dotychczas znanych standardów muzyki. Gazety zaczęły wypisywać bzdury o "degenerującym wpływie zachodu", głupoty "o nowej zgniłej modzie" czy banjaluki o subkulturze alkoholików i narkomanów jaka pojawiła się za żelazną kurtyną.
W roku 1980 komunistyczna prasa nadal nie rozumiała, że jeśli pisze o czymkolwiek źle to doświadczony jej "prawdomównością" Polak odbiera to dokładnie na odwrót.  Tym oto sposobem wielu czujnych osobników wyłuskało informację o punk rocku, który szybko stał się ich muzyką i stylem życia na najbliższe lata.
Tymczasem w Zambrowie ludzie chodzili sznurkiem do "kombinatu" ( Zambrowskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego ZZPB), pakowali ogórki w słoiki w przetwórni owoców i warzyw przy. ul. Magazynowej, pili wódkę w "Jubilatce" czy "Lotosie", próbowali nabyć kiełbasę u "Kalatowej", wozili konno węgiel z pobliskiej stacji PKP (tak była takowa), grali w pokera w "Miłej" czy "Zambrowiance", czytali  "Gazetę Współczesną". Inaczej mówiąc - robili wszystko by nie dać się biedzie, żyjąc w miejscu, które nie wyglądało zbyt imponująco.


Plac Sikorskiego przełom 60/70 źródło: http://www.wspolczesna.pl/

 
Koński targ. Marzec 1981 r. źródło: http://www.wspolczesna.pl/


Maj 1979 r. Czyn społeczny na stadionie. źródło: http://www.wspolczesna.pl/

 Listopad 1981 r. Park przy Placu Sikorskiego. źródło: http://www.wspolczesna.pl/



Tkalnia ZZPB. Foto  Paweł Gilewski,
"Gazeta Współczesna", nr 89 (9065), 21 kwietnia 1980 r.







Fotografie  Zambrowa z połowy lat 80. Autor nieznany (proszony o kontakt) 

W okolicach roku 1982 w jednym z wydań wspomnianej gazety ukazała się notatka o zambrowskim zespole UMA CALENA pióra znanego dziennikarza Jacka Gruna* (nomen omen pierwszego perkusisty Budki Suflera). Źródłem informacji o kapeli był żart miejscowego licealisty Norberta Janca, który za wiedzą kumpli chcąc wprowadzić nieco kolorytu w życie własne i otoczenia naściemniał ile wlezie w liście do redakcji o zajebistym bandzie z miasta.
W głowach kilku młodych osobników zaczynał się pozytywny ferment. Jednym ze źródeł tego zamieszania byli Janusz i Wojtek.   

"UMA CALENA (Janusz Leszczyński i Wojtek Chmielewski) to był amatorski, acz interesujący duet na gitarę, magnetofon Thompson, dwa głosy i kartony. Mieliśmy po 14-15 lat i chcieliśmy rozsadzić świat. Napisaliśmy do jedynej w regionie gazety z działem muzycznym dość prowokacyjny list o raczej wyimaginowanej grupie. Dziennikarz, o dziwo, na podstawie listu podjął temat i bardzo krytycznie opisał przypadek zambrowskiego zespołu UMA CALENA, który śpiewa idiotyzmy o nowojorskich Murzynach. Akcja należała do performerskich, a publikacja w gazecie na początku lat 80 - tych. była wyjątkowo "nobilitująca". (J. Leszczyński)

"Notatka w Gazecie Współczesnej (...) z naszej strony podpucha dość niewinna, ale ubaw w naszym środowisku był kilka tygodni" (W. Chmielewski)

Poszukując źródeł infekcji Zambrowa punk rockowym wirusem  oraz kierunku z jakiego dotarł do miasta można natrafić na ślad typowy dla wielu innych miasteczek w Polsce. Trop wskazuje na wybrzeże.  Również w tym przypadku po raz kolejny pojawia się jeden z dwóch  bohaterów: Wojtek. Pytany skąd w małym mieście na końcu świata takie dziwactwa - odpowiada:

" Inspiracją dla mnie był koncert DE PRESS i KRYZYSU w Sopocie w lipcu 1981. Potem jakoś się potoczyło. Duże zasługi miał Marek Wiernik** z audycjami we wtorki o 20.00  ("Cały ten rock" przyp. j.Ap....) Zaczął puszczać sporo punk rocka. Wcześniej siedzieliśmy w klimatach AC/DC, IRON MAIDEN, SAXON itp. Około roku 1981-82 zaczęliśmy słuchać THE CLASH, SEX PISTOLS, SHAM 69. Potem G.B.H., THE EXPLOITED, PUBLIC IMAGE LIMITED i dalej X MAL DEUTSCHLAND, JOY DIVISION, industrial, ale punk pozostał".(W. Chmielewski)

Ślady audycji, które wspomina Wojtek można prześledzić  tu : http://gembon.rockmetal.art.pl/ctr/ctr1.htm  przyp. j.Ap

Artystyczny performance pt. UMA CALENA najwyraźniej  dodał wiatru w żagle szalonym pomysłom ekipy. Wszystko wskazuje też na to, iż to właśnie on stał się impulsem do jeszcze bardziej przemyślanych działań.

"Zaczęło się od tworu UMA CALENEA - czyli: trzy akordy - darcie mordy (gitara, pudła - zamiast perkusji i nagrywanie na THOMPSONIE). Z perspektywy czasu był to niezły zespół z potencjałem na heppeningi. Potem zaczął się bardziej cywilizowany okres czyli: FIDEL CASTRO" (W. Chmielewski)

W roku  1984 po UMA CALENA zostaje garść miłych wspomnień  - nastaje czas FIDELA.

"Początek to gdzieś ok. 1984 jeszcze z Tomkiem Gigolem na wokalu. Próby wszędzie, czyli tak naprawdę nigdzie (wiadomo, sprzętu nie było itp.) (...) " (W. Chmielewski)

"Połączyła nas chęć grania, hałasowania i czysto młodzieńczy bunt przeciwko otaczającej rzeczywistości, a punk rock był iskrą, która to wszystko wznieciła. Fidel Castro był konsekwencją muzycznych pasji mojej i Wojtka. Czarek miał super bębny i był jedynym znanym nam naprawdę dobrym perkusistą w mieście." (J. Leszczyński)


Fidelki: Czarek , Wojtek i Janusz. Z archiwum  J. Leszczyńskiego


Zalążki kapeli to rok 1984 - wtedy to swobodnym pląsem UMA przepoczwarza się w FIDLEA. W  ulotce będącej w zamyśle pomysłem na zina oraz czymś w rodzaju manifestu za oficjalne narodziny zespołu uznaje się jednak rok 1985. Czytamy w niej:

" Listopad no: 1 .  FIDEL CASTRO urodził się.
Późną wiosną a.d. 1985. Jak zawsze w podobnych przypadkach, trudności dały się we znaki, już na początku. Dzięki naszemu uodpornieniu na zabójcze zarazki przetrwaliśmy okres aklimatyzacji dość szczęśliwie. Straciliśmy tylko człowieka od sax, ale reszta pozostała przy zdrowiu. Udało nam się parę razy wystąpić co samo w sobie jest wybitnym ewenementem. I tak  żyjemy sobie wesoło i szczęśliwie. Nie bacząc na "pomoc" przeróżnych, "wybitnych", działaczy szeroko rozumianej kultury masowej...i powszechny spisek na życie Fidela Castro. Działamy nadal, nie pokonują nas zaraźliwe choroby ani brak miejsc na odbywanie prób. Wiemy, że nic rzępoleniem nie zmienimy - tym się nie załamujemy. W ekstazę wprawia nas fakt możliwości przekazania potencjalnej publiczności własnych sądów o tzw. rzeczywistości ( nie załamujcie się będzie lepiej). Obiecujemy, że do partyzantki nie przejdziemy - postaramy się być zawsze na pierwszej linii frontu. A jeżeli zabraknie nam sił to przyjdzie kolejna niewidzialna armia . . .

Przyszło nam działać w dobie powszechnej degradacji podstawowych wartości życia. Schizophrenische Verschiebung, plastikowy mur szczelnie izolujący nas od siebie nie pozwalają na prawdziwy kontakt. Wielkie góry odpadków zalegające w mózgach przekształcone na obozy koncentracyjne tworzą barykady niezdolne do pokonania przez normalnego obywatela tego świata. Dlatego też nie próbujemy być dla potencjalnej młodzieży wyznacznikiem drogi postępowania. Chcemy tylko uświadomić wpływ niektórych czynników na zachowanie się istoty stworzonej na podobieństwo i obraz Pana Boga w sytuacjach prawdziwych i sprawdzonych. Coś spróbujemy zrobić - tak nam dopomóż Bóg.
A jeżeli zostaniesz zmuszony do podniesienia rąk i złożenia broni to pomyśl o zwolennikach kubańskiej rewolucji i odtwórcach ludowych pieśni kraju nękanego nieustanną agresją (militarną i propagandową  z jednej i drugiej strony).
A TAK WOGÓLE TO JEDZ DUŻO CZCINOWEGO CUKRU I KUPUJ PRODUKTY MADE IN CUBA (jeśli takie istnieją)" z rękopisu FC



FIDEL CASTRO fragment orygianłu. Z archiwum W. Chmielewskiego.


Od momentu zetknięcia się z tym zespołem intrygowało mnie ciągle skąd wzięła się taka nazwa ?? Czyżby fascynacja kubańskim komunizmem ?? Moje wątpliwości zostały rozwiane dość sprawnie ...... tyle, że .... po 25 latach.

"Nazwa brzmiała dźwięcznie i to chyba tyle (mi podobała się flaga Kuby)" (W. Chmielewski)

"Mimo, że nazwa powstała dość przypadkowo, okazało się, że miała wpływ na późniejsze losy kapeli. W Rozgłośni Harcerskiej (w latach 80-tych pasmo programowe na antenie programu III Polskiego Radia. przyp. j.Ap) prezentowano nasze nagrania pod nazwą FIDEL K..... Siła rażenia nazwy znacznie osłabła." (J. Leszczyński)

Pytani o sceniczny debiut, udział w innych muzycznych projektach oraz kłopoty z ówczesną władzą  - chłopaki odpowiadają.

"Pierwszy oficjalny koncert FIDELA CASTRO odbył się 1 maja 1985 roku w Łomży na jakimś okolicznościowym przeglądzie. (przed FIDELEM przyp. j.Ap) ...był też potwór o nazwie DENAT, ale nie pamiętam czym się wsławił :) " (J. Leszczyński)

"Problemów z władzą nie pamiętam poza krótkim zatrzymaniem w Łomży po koncercie 9 maja" (W. Chmielewski)

"Próby FIDELA CASTRO mieliśmy w piwnicach, mieszkaniach, rozmaitych domach kultury. W sumie częściej graliśmy koncerty niż mieliśmy próby...Przed niektórymi koncertami trzeba było dostarczyć teksty do ocenzurowania. Na odśpiewanie nie dostawaliśmy zgody, ale mimo to robiliśmy swoje. Na szczęście nie ponieśliśmy z tego tytułu konsekwencji." (J. Leszczyński)



FIDEL CASTRO  1985 próba w MDKu 
Na pierwszym planie Janusz Leszczyński, za nim Wojtek Chmielewski i Cezary "Czarówa" Wasilewski.
Z archiwum W. Chmielewskiego i J. Leszczyńskiego

Drąże dalej. Czy jako FIDEL CASTRO w jakikolwiek sposób utożsamialiście się z subkulturą punk ?

"Oczywiście ! Punk był naszą inspiracją i fundamentem naszych działań, choć muzycznie FIDEL CASTRO ewoluował w stronę new / cold wave i eksperymentów elektro - industrialnych" (J. Leszczyński)

"Na pewno w początkowym okresie. Później sama definicja z jej ograniczeniami mentalnymi i muzycznymi i wielu tzw. wyznawców spowodowały lekkie odejście od tej formy w kierunku bardziej wolnych obszarów (elementy cold wave, industrial, ale to już okres schyłkowy - np. konert  jako UZI POP z XENNĄ w Łomży czy jako MUSIKERS (trochę psychodelii, brudnego rocka - Birthday Party ?) " (W. Chmielewski)


 







FIDEL CASTRO próbuje w sali głównej MDKu przy Aleji Wojska 37 C.
Z archiwum W. Chmielewskiego i J. Leszczyńskiego

Wertując wspomnienia z tamtego okresu z różnych stron Polski, dostrzegam, że w wielu prowincjonalnych  mieścinach punkowcy ponad wszystko uwielbiali szokować. W tym celu noisili np. agrafki wbijane w twarz doprowadzając tym statecznych obywateli do ekstatycznych uniesień. A jak było w Zambrowie ? 

"Podobnie - w formie trochę lżejszej" (W.Chmielewski) 
"Tak, pasy z ćwiekami, skóry, glany, pieszczochy, farbowane moro nosiliśmy w połowie lat 80. i nie wszystkim to się podobało" (J. Leszczyński)  

W jaki sposób odbierała Was tzw. zdrowa część społeczeństwa ?

"Gitowcy próbowali nas ganiać (Koszary) poza tym raczej bez problemów" (W. Chmielewski)
"Przyzwyczaili się. Były drobne niesnaski (...), ale z czasem zanikły" (J. Leszczyński)

Punk rockowcy w wielu miastach zawsze tworzyli coś w rodzaju "miejskiej załogi". Czasami środowisko to było monolityczne i mocno zintegrowane, czasem jednak widoczna była rywalizacja, podziały  i spore antagonizmy. Zambrów nie był odosobnioną wyspą  pytam więc i o to.

"Problemów raczej nie było. Nasza cześć uchodziła za taką bardziej "intelektualną", ale było OK. Wspominam miło." (W. Chmielewski)

"Powstało kilka punkowych ognisk w mieście. Nie odczuwałem jakichś szczególnych antagonizmów. Sporo czasu spędzałem wśród kumpli z koszarowej części miasta. Dobrym integratorem były wyjazdy na koncerty i festiwale. Wspólnie zwiedziliśmy kawał Polski i widzieliśmy występy wielu kapel" (J. Leszczyński)

Muzyka była  fundamentem cementującym wiele znajomości. Stanowiła punkt wyjścia do spotkań, rozmów, dywagacji, wszelkich mniej lub bardziej szalonych imprez, "baletów" i zdarzeń. To ona wyznaczała standardy. Zdobywanie nagrań nie było jednak sprawą prostą. Nie istniał Internet, z którego można by ją kraść do woli jak dziś. Sklep muzyczny z prawdziwego zdarzenia w Zambrowie za sprawą "Brzostka" pojawił się na krótko dopiero gdzieś w okolicach roku 1993. Muzykę czerpało się z audycji radiowych oraz dzięki prywatnym znajomościom. Jeden miał to drugi miał tamto. Spotkanie jednego z drugim najczęściej skutkowało tym, że po spotkaniu obaj mieli już to samo. Ludzie dzielili się muzyką słuchając jej wspólnie. Miło wspominam wizyty u "Kuciapy" który miał jej zawsze ogrom. Bywałem u niego regularnie wraz z Karolem Jagiełko czy Bogdanem Sutkowskim. Leszek puszczał nam czady na swoim szpulowym magnetofonie przewijając co chwila zespół po zespole, utwór po utworze. Musicie wiedzieć, iż wykonując swój rytuał miał taką przypadłość, że nigdy nic nie leciało do końca. Potrafił tym doprowadzać nas do temperatury wrzenia graniczącej z szaleństwem :). Mimo to uwielbialiśmy naszego DJ'a.

A oto czego w owym czasie namiętnie słuchali młodzieńcy z FIDELA:

"Oczywiście zaczynaliśmy od pierwszej fali punka. SEX PISTOLS, SHAM 69, Później THE EXPLOITED, ONE WAY SYSTEM, DISORDER, ale coraz częściej interesowały nas formacje typu PUBLIC IMAGE LIMITED, JOY DIVISION, X MAL DEUTSCHLAND, SEX GANG CHILDREN, THE FALL, ALIEN SEX FIEND, THE SWANS czy EINSTRUZENDE NEUBAUTEN. Z polskich robił wrażenie DEZERTER, DZIECI KAPITANA KLOSSA, TZN XENNA, WC, TILT czy tzw. Scena Trójmiejska (APTEKA, BIELIZNA, BOOM WAKACJE W RZYMIE)." (J. Leszczyński)


Zambrów 18 -stka Wojtka. Na zdjęciu m.in. Olaf Deriglasoff***, Lidka, Sławek (DKK) no i  solenizant.
Z archiwum W. Chmielewskiego

W latach w jakich rozgrywa się ta historia, każdy meloman - odmieniec ubierał się specyficznie. Ubiór stanowił znak rozpoznawczy, swoisty kod dający nieznajomym sygnał. Widząc na ulicy gościa z nastroszonymi włosami, w prochowym płaszczu, skórze, glanach, w ufarbowanej domowym sposobem koszulce, ze znaczkiem zespołu w klapie - podświadomie myślało się "swój". W taki sposób zaczynały się przyjaźnie.

"O ile dobrze pamiętam pierwsi punkowcy w Zambrowie to "Kufel", "Zadyma", Jasiu Leszczyński zwany z rzadka "Łysym", Wojtek Chmielewski "Chmielu", Sławek Pogorzelski "Poko" (L.Alejnikow)

"Na początku lat 80. nie było mowy o żadnej załodze. Byliśmy pierwsi. Pierwotnie moim głównym źródłem pozyskiwania nagrań był Wojtek Chemielewski. Wojtek był moim sąsiadem z osiedla. Znałem go od dziecka. O tym, że na świecie istnieje punk rock dowiedziałem się w momencie jak ogolony na łyso Wojtek trzepał dywan w marynarce ojca. Byłem zaintrygowany. To niby zwykłe zdarzenie wywróciło moje dotychczasowe życie do góry nogami" (L. Alejnikow)

Granie w zespole, słuchanie dziwacznej progresywnej muzyki, nonszalancki wygląd stawiało ludzi z tego kręgu po za nawiasem obowiązujących norm. Nie należeli do ZSMP (Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej) nie udzielali się w harcerstwie, partyjne dogmaty w najmniejszym stopniu nie potrafiły ich elektryzować. Tworzyli wąski, mentalno - kulturowy krąg osób żyjących "poza stadem". "Jak najbardziej" - potwierdza moją teorie Wojtek. "Tak byliśmy outsiderami. Przynajmniej za takich się uważaliśmy :)" - dodaje Janusz.

Idąc tym tropem można by przypuszczać, że skoro nie odpowiadał im aktualnie obowiązujący model polityczno - obyczajowy to z pewnością rękami i nogami wpisywali się w wiatr przemian intonowany przez ruchy takie jak KOR (Komitet Obrony Robotników - j.Ap) czy SOLIDARNOŚĆ ( takie czekoladki, które już dawno zjadły się same przyp. j.Ap). I znów mamy zaskok. 

"Stosunek do polityki był raczej olewający - niespecjalnie nas to interesowało " (W. Chmielewski); "Mówiąc krótko - mieliśmy to w DUPIE" (J. Leszczyński)  

Czarna biel


Ja chcę znaleźć się,
Chcę znaleźć się w tym świecie,
Odnaleźć własny numer,
W gigantycznej kartotece
Czarna biel
Pośród tysięcy nazw różnych ludzkich postaci,
Zebranych w wielkie koperty, różnych organizacji
Nie ma mnie! Czarna biel
Musisz jakoś siebie nazwać.

                                       FC

Tworząc swoisty świat w świecie podlegali jednak powszechnemu obowiązkowi szkolnemu z "zapałem" oddawali się więc edukacji:  Wojtek i Janusz w Liceum Ogólnokształcącym a Czarek w szkole stolarskiej. Po lekcjach grali próby, koncertowali.






FIDEL CASTRO live kino Kosmos 1985 r. Ze zbiorów J. Leszczyńskiego i W. Chmielewskiego

W roku 1985 niewielu zespołom z prowincji udawało się grywać poza swoim lokalnym  środowiskiem. Jakimś cudem jednak FIDEL CASTRO zespół z zapadłej mieściny gdzieś w Polsce B ni stąd ni zowąd pojawia się na wysoce prestiżowym festiwalu POZA KONTROLĄ w Warszawie. Nasi bohaterowie nie widzą w tym nic nadzwyczajnego "Wysłaliśmy zgłoszenie i nas zaprosili" (Fidel). Ja wiem jednak swoje:  że  aby wysłać takie zgłoszenie, trzeba było przede wszystkim wiedzieć, że taki festiwal w ogóle istnieje. A niby skąd ? Plakaty ZSMP o tym nie informowały zaś tzw. domy kultury nie były zainteresowane by ich przedstawicielami na jakichkolwiek imprezach były zespoły pokroju FIDELA CASTRO. Niestety  do dziś ten rodzaj aktywności jest z namaszczeniem lekceważony w tego typu placówkach.
Ludzie tworzący FC od początku do końca wszystkiego musieli dokonywać sami. Bez menagerów, promocji, subwencji,  bez rządowego wsparcia i  bez reklamy. Do It Yourself ( Zrób To Sam przyp. j.Ap)- głosi niepisana, żelazna punk rockowa zasada. FIDEL CASTRO rozumiał  ją doskonale.
Na POZA KONTROLĄ  w klubie Remont zespół gra w dniu konkursowym jako pierwszy. Obok nich w tej imprezie wzięli udział m.in. KULT, IVO PARTIZAN, PANCERNE ROWERY, ID. Pytani o atmosferę tegoż festiwalu i odbiór odpowiadają:

"(odebrani byliśmy) bardzo dobrze. Koncert zaowocował fajnymi kontaktami  m.in. Tom Ryłko****, Tymański***** itp. Zresztą Tymon po 25 latach potrafi zaśpiewać "Schizofrenię" :)" (W. Chmielewski)
"Nawiązaliśmy wiele kontaktów i generalnie owocnie spędziliśmy czas" (J. Leszczyński)

Schizofrenia

Schizofrenia jest ucieczką
od mądrości całodziennych,
od kołtuństwa i gry w ciemno
Schizofrenia jest ucieczką.

                                    FC

Sugerowana wcześniej aktywność, każdego  zespołu w tamtych "cudownych" czasach opierała się w głównej mierze na tzw. inwencji własnej. Trzeba było mieć niezły "orient" na  sprawy dziejące się wokoło, by odnaleźć się w tamtej rzeczywistości. W każde działanie należało włożyć sporo wysiłku by jakikolwiek efekt był widoczny.  Być może właśnie dlatego zespoły z tamtego okresu posiadają to niewypowiadalne COŚ, które przyciąga wielu z nas do dziś. W latach 80. podstawą wszelkich tego typu działań była korespondencja. W FIDELu rolę "agenta pocztowego" pełnił Wojtek.


  

Fragment korespondencji. Z archiwum Wojtka Chmielewskiego


"Koncertów mieliśmy około 10. Z każdym wiąże się jakaś historia, bo występy wywoływały wiele emocji. Jak się okazuje po latach, także wśród ówczesnych słuchaczy i fanów, których nierzadko poznałem po 20 latach od tamtych wydarzeń. Dalej pamiętali teksty kawałków i rozmaite okoliczności sprzed lat. Warto było działać. Szczególne zasługi przypadły w udziale Wojtkowi, za zorganizowanie w Zambrowie cyklu koncertów m.in. KULTU, DZIECI KAPITANA KLOSA, DAABU. Te występy zmieniły świadomość zambrowskich fanów nowej muzyki na zawsze " (J. Leszczyński)

"Nagranie to tylko z Warszawy, jedno z Łomży w wybitnie eksperymentalnym zestawieniu i repertuarem" (W. Chmielewski)

Nagranie z warszawskiego występu, o jakim mówi Wojtek krążyło po domach w formie kasetowej do roku 2011, kiedy to za zgodą  kapeli oficjalnie ujrzało światło dzienne nakładem KOSHARY BOOTLEG RECORDS. Dla wnikliwych dostępne jest tu i ówdzie.




Ostatnim publicznym występem ekipy związanej z FIDELEM był opisywany już na tym blogu koncert nad zalewem. "Zagraliśmy z nowym perkusistą (Krzysztof Słaby) jako THE MUSIKERS (...) i zamknęliśmy zespół." (J. Leszczyński).  
Złożyło się na to kilka prozaicznych okoliczności. "Koniec szkoły. Janusz do Warszawy, ja do Gdańska. Ciężko się było spotkać. Nie pamiętam czy oficjalnie rozwiązaliśmy band ?" (W. Chmielewski) "Życie (...) Czarek został w Zambrowie. Z czasem żar wygasł. " (J. Leszczyński)

Spytani o falę nostalgii za tamtymi czasami jaką można obecnie obserwować wśród  tzw. starszej młodzieży tj. pokolenia obecnych 40 - latków- odpowiadają.

"To jest miłe " (Janusz)
" Mi się podoba. Jest okazja by się spotkać, poza tym okazuje się, że gdzieś w Polsce są ludzie pamiętający tamte granie ( w tym FIDELA)" (Wojtek)



Kwidzyn:  rok 2010 - Wojtek i Janusz w 26 lat od debiutu odgrzebują wspomnienia.
Z archiwum j.Ap

I tak kończy się ta ballada.

W tym miejscu muszę przyznać, że odświeżenie tej historii dało mi bardzo, ale to bardzo dużo frajdy. Odnalezieni członkowie zespołu okazali się super facetami. W kontaktach z nimi poczułem niezwykle elektryzujący pozytywny fluid. W roku 2010 kiedy zmaterializował się mój pomysł Wojtek i Janusz nadal żywo interesują się muzyką wydawaną na fizycznie dotykalnych nośnikach, utrzymują szerokie kontakty muzyczne, chodzą na koncerty, słuchają ogromnych ilości płyt.

Muzyka polecana przez Janusza
(kolejność przypadkowa)

1. MUSLIMGAUZE - wszystko
2. JOY DIVISION - Closer
3. WORLD DOMINATION ENTERPRISES - Let's Play Domination
4. MILES DAVIS - On the Corner
5. PUBLIC IMAGE LIMITED - Flowers of Romance / Album
6. COIL - Music to Play in the Dark 1 & 2
7. THE SMITHS - The Queen is Dead
8. KRZYSZTOF PENDERECKI - wszystko
9. DYMITR SZOSTAKOWICZ - wszystko
10. YOUNG GODS - Red Water

Muzyka rekomendowana przez Wojtka
(kolejność przypadkowa)

1. SEX PISTOLS - Never Mind the Bollocks
2. EINSTRUZENDE NEUBAUTEN - wszystko
3. YOUNG GODS -S/T
4. ALIEN SEX FIEND - Maximum Security
5. PUBLIC IMAGE LIMITED - Flowers Romance
6. WORLD DOMINATION ENTERPRISES - wszystko
7. X MAL DEUTSCHLAND - Tocsin
8. NINE INCH NAILS - wszystko
9. DEAD KENNEDYS - pierwszy LP
10. BURIAL - Untrue

Z trójki bohaterów tworzących FIDEL CASTRO jedynie Czarek przepadł jak kamień w wodę, ostatni ślad o nim niknie na polskim Pomorzu... Kto wie może dzięki tej opowieści odnajdzie się i on.




PS. Niektóre z pojawiających się postaci